Kaszubski pisarz z powiatu puckiego – Alojzy Budzisz

Był jedynym chyba huma­nistą wśród kaszubskich pi­sarzy — jedynym prozaikiem- -humorystą — wyprzedzonym przez znakomitego „łgórza”, poetę Derdowskiego (patrz pod D). Niejeden z naszych auto­rów regionalnych uprawiał formę felietonową (patrz FE­LIETON), w której dawał u- pust treściom lżejszym i żar­tobliwym. Ale zawsze był to niejako margines twórczości, zresztą nie o tym rodzaju hu­moru tu mowa. Budzisz jest humorystą z postawyhumor jest jego widzeniem świata, jego szkiełkiem mędrca, w którym zabawne małe wyda­rzenia, anegdoty i przypo­wiastki załamują się, tworząc hiperboliczne odbicia. Szoło- bułka — zabawna opowiastka powszednia z życia pewnego gbura nabiera znaczenia po­wszechnego, jak Ezopowa baj­ka. Zamknięty świat bohate­rów humoresek Budzisza jest odbiciem kaszubskiej rzeczy­wistości współczesnej autoro­wi, ale jak każdy mikroświat pod owym szkiełkiem mędrca staje się jedynym skutecznym przekładem świata w ogóle. Wydaje się, że w wojennych Przygodach Budziszowych Ze- lezóków dźwięczy nuta Hasz- kowego Szwejka, ale jest to zapewne pokrewieństwo po­stawy autorskiej i pokre­wieństwo ludowych prototypów, nawet ich sytuacji po­lityczno-społecznej.
Mało się dziś o Alojzym Budziszu wie, mało pisze. Niewątpliwie zaważył tu fakt, że część swoich utworów drukował w „Przyjacielu Lu­du Kaszubskiego”, piśmie po­pieranym przez koła niemiec­kie (patrz CZASOPIŚMIEN­NICTWO). Nie znamy przy­czyn, dla których Budzisz podjął tę współpracę, nie ma on bowiem do dziś swego biografa, trzeba jednak uświadomić sobie, że współ­pracował również z pismami o tak szlachetnych tenden­cjach, jak „Gryf” i „Gryf Kaszubski” i sporo tam dru­kował prozy i wierszy, także pod pseudonimem K. Bogu­mił. Nie wydaje się zresztą, by miał zbyt duże możliwoś­ci wyboru. Natomiast w twórczości i w życiu daje wyraz głębokiemu umiłowa­niu swojej ziemi, jej języka, społeczności, jej losu..? „Ze- mio kaszebskó, tatczezna mo- jich przodków… Chto kres twojich niw e pól przederdzó, nie może sobie twoją krejamą piękność e wspaniałość we- weobrażec…”
Był synem północnych Ka­szub, ziemi o pięknie nieco melancholijnym, ziemi suro­wej. Urodził się w Swiecinie w powiecie puckim 10 czerw­ca 1874 roku. O tym histo­rycznym Swiecinie (patrz pod S) i jego wielkim polu bitwy napisze wiele lat później wiersz — rymowaną gawędę, niby opowieść wędrownego dziada. Ale zanim wziął się do literatury, był Alojzy Bu­dzisz nauczycielem, jak kazała rodzinna tradycja. Po u- kończeniu seminarium nau­czycielskiego w Grudziądzu uczył w Wielkim Donimierzu, w Szemudzie, Mrzezinie w ziemi wejherowskiej. Po cięż­kiej chorobie w roku 1912 zo­stał emerytowany i wtedy dopiero zaczął pisać. Po za­kończeniu pierwszej wojny światowej przez kilka lat pełnił funkcję sołtysa we wsi Karlikowo powiatu puckiego. Od 1923 roku mieszkał u sióstr elżbietanek w Pucku. Tam też zmarł 23 grudnia 1934 roku.
UCZYŃ, CO SAMA MOSZ ZA PRZESŁESZNfi
Roz żeł gbur, ten miół belną białkę, chterna chłopa strzegła, jak skorepa jaje strzeże, a wszetko rado wekona, co ona mu le z oczów weczeta, abe w dobrym bezpieku z nim żęła. On ale beł strakulka, że mu w niczym do dobrego dogodzec ni mogła. Ona rzekła wic:
— Kochany chłopie, napisz mie na cedel, co j6 uczenie móm, abe na dobre twoje weniosło.
To on zrobił. Zdarzeło sę, że oboje wecmanji na kiermósz szle w sąsedną wies koscelną do swojich krewnech, a dobry lewent użele. Chłop wicyj piwa zaladowół, jak zniesc mógł, a so upił. Cziej oni do dom szle, muszelS przez stegnę sztiblowac nad rwiącym stremieniem. Nasz mądrala spurgnął ze stegne a wrze- szczół:
— Białeczko, stań mie do pomocgl Białka rzekła:

Jego rękopiśmienna twór­czość zaginęła. Podobno po śmierci Budzisza wszystkie literackie materiały pozostałe po nim zabrała jego siostra zamieszkała w Niemczech.
Podobno też na ich ślad na­trafił obecnie niemiecki ba­dacz kaszubszczyzny z Berli­na, Friedhelm Hinze. Być ! może więc uda się odzyskać dla kultury kaszubskiej bo­daj część zaginionych utwo­rów jej utalentowanego twór­cy. Alojzy Budzisz czeka na swoich krytyków i komenta­torów. Obudził już zaintere- ; sowanie zapomnianym pisa- ; rzem Leon Roppel (patrz pod R), zanalizował jego twór­czość Jan Drzeżdżon (patrz pod D) — to jednak tylko początek. Sto dwadzieścia do­stępnych nam w tej chwili drukowanych utworów zobo­wiązuje do krytycznej oceny, tym bardziej że tak ciekawie wyłania się z nich indywidu­alność twórcy.
— Jó pudę nóprzód do dóm zazdrzec, eżle w mojim lesce 45
naszreftowane je, że jó tobie pomoc mogę.
Wic cziej mu woda w pesk plenę, on sóm welózł. Cziejno on do dóm przeszły beł, porwół on lest swojij białczi, a rzekł:
uczyń sama ze se, co te mósz za przesłeszne!
Od tego dnia żele oboje w bezpieku dłudżie lata ze sobą.

ski ogon, dobrze od spodu denka beczułki związany na węzeł i przytrzymany skórką, żeby nie opadł do środka. Właśnie ciągnąc rytmicznie za ten ogon, obficie polewa­ny wodą, wydobywa się z burczybasa niski buczący dźwięk, którym ten instru­ment towarzyszy kapeli (patrz pod K).
BURSZTYN
Skąd się wziął? Oczywiś­cie, wiemy. To skamieniała
(„Gryf” 1932/34, nr 2).

Setki ofert ilustrowanych nad morzem położonych nad polskim morzem.
wczasy, , , , niedziela, 13 Maj 2012.